Kochany Pamiętniczku!
Znowu jazda… ale tym razem nie poszło o mnie… no dobra nie tylko o mnie, ale też o Gilberta. Ulryka przyjechała w odwiedziny razem z Ivanem to i uczta została wyprawiona. Oczywiście nie obyło się bez „importowanych samogonów” także po krótkim czasie połowa zimowego refektarza była zalana w trupa. Ja kurde z tymi moimi włosami obciętymi na pazia wyglądałam okropnie -_-', no ale na szczęście uchowały się moje dopinki do włosów, także jakoś je sobie przedłużyłam i jeszcze robiłam kurna za kelnerkę (jakby nie było Aldony), no ale miałam na sobie taką zajebistą, krótką mini (nawet bardzo mini) czarną spódniczkę z białym tiulem i czarną obcisłą bluzkę no a do tego kabaretki, biały fartuszek no i kokarda na głowie. No mówię ci pamiętniczku byłam boska! Ten strój pokojówki idealnie do mnie pasował… Szkoda tylko że Ulryk tego nie dostrzegał, o Lichtensteinie nawet już nie wspomnę bo ten od momentu ślubu Ulryki na żadną nie spojrzy, Gilbert zapatrzony tylko w Laurę, a de Bergow od Szczytna ma mnie zupełnie gdzieś. Roznosiłam wino, trunki no i dania starając się unikać zbyt napruych, bo ci byli wyjątkowo bezczelni i pozwalali sobie na to, żeby klepać mnie w pośladki. Zbysio też był, z tym, że o dziwo dzisiaj nie wyglądał tak źle. Ostatnio odnalazł się w nowym „talencie” mianowicie śpiew (albo coś co kurde przypominało śpiew bo to były jakieś problemy egzystencjalne zawarte w niemiłosiernym zawodzeniu i fałszowaniu =.=") no i starał się zachwycić naszych śpiewem (wiadomo wszem i wobec że kiczu najlepiej słucha się na haju\po pijaku (niepotrzebne skreślić)). W końcu miałam trochę wytchnienia i stanęłam sobie cichutko niedaleko miejsca Ulryka, aż tutaj nagle czuję, jak ktoś chwyta mnie w pasie i sadza sobie na kolana. Zdębiałam… Ulryk, który sadza sobie mnie na kolanach? Nie! Takie rzeczy to tylko po pijaku. W każdym bądź razie było zajebiście…
- Danuśka… kochanie(!) ty moje, byłabyś tak miła i przyniosła mi jeszcze trochę trunku? – zapytał nader trzeźwym głosem, chwytając mnie za tyłek.
Nie wiedziałam na początku co robić, ale wystarczyło jedno mrożące krew w żyłach spojrzenie rodzinki (czyt. Amandy, Ulryki, Laury no i częściowo Konrada), żebym zafundowała mu (dla pozorów >.<") tęgiego płaskiego i wróciła do swojej pracy. Na deser miało być coś specjalnego, no i byłoby kurde gdyby nie Zbysiu -.-". Aldona zawołała mnie do kuchni, żebym wzięła tort, przygotowany przez nią specjalnie na tą okazję. Nie no… ona to ma talent… Idę sobie z tym tortem starając się nie wyłożyć i zachować do tego dobrą minę, nagle ktoś mnie bezczelnie chwycił za tyłek, w taki sposób, że dosłownie mnie zamurowało. Odwróciłam się i kogo widzę? Wyjącego ze śmiechu Zbysia.
- No i co panowie! Mówiłem wam, że wygram zakład! – zawołał do swoich kompanów.
Teraz to się kurna wściekłam do szczętu. Zamachnęłam się i tym tortem prosto w Zbysia (hi hi ale on wyglądał xD). Po sali przeszedł szum rechotów, a mój kochany mężuś stał zaskoczony, cały od bitej śmietany. Tylko szkoda, że potem dostał mi się opierdal od Aldony za ten tort… Ale tutaj już nowy kłopot bo Gilbert wnerwił Ulrykę, a co za tym idzie Ivana.
- Ciekawe jakbyś wyglądała w tym stroju pokojówki – odpowiedział z wrednym uśmieszkiem. – Jeszcze w takiej baaaardzo mini spódniczce – tutaj uchylił się przed szybującym w jego stronę kawałkiem ciasta (który trafił w Zbysia). – A do tego jeszcze… Czerwone majteczki! Takie z koroneczką – chyba nie muszę zaznaczać, że Ulryka starała się mu przywalić, ale jemu jakoś udawało się uniknąć ciosu. – A najlepiej jeszcze żeby były stringi!
Ledwo to powiedział, a na jego łbie, piękną, szkarłatną falą wylądowało wino, prosto z kielicha Ulryki. No i tutaj Gilbuś się wnerwił. Wstał i chlusnął na siostrzenicę całą zawartość swojego kielicha. W tym momencie oberwał z liścia.
- Najlepsza suknia! Ty sukinsynu! – zawołała ze wściekłością, odgarniając ciemne włosy spadające na jej czoło.
No i tutaj do akcji wtrącił Ivan.
- Towarzyszu Weillschmidt… To nie ładnie tak się zwracać do kobiety… Mojej kobiety… - powiedział słodkim (czyt. mrożącym krew w żyłach) głosem.
Zaczęli się obaj mierzyć bojowym wzrokiem, pierwszy wymiękł Gilbert spuszczając z lekkim zakłopotaniem wzrok.
- Znaj swoje miejsce… - odpysknął się po chwili.
Wszyscy w refektarzu zamilkli zwracając oczy w stronę tych dwóch i patrząc się na nich bacznie aby nie przegapić nic z tej sceny. Ivan jednak zdawał się nie przejąć tymi słowami tylko dalej mierzył albinosa przenikliwym wzrokiem. Gilbert zaczął się powoli cofać, nie zauważył jakiegoś uchlanego w sztok rycerza i wyłożył się na wznak. Teraz to go chyba trochę tchórz obleciał bo zaczął się patrzyć na carewicza stojącego nad nim z trwogą, którą wyraźnie było widać w jego czerwonych oczach. Wszyscy zaparli dech w piersiach gdy Ivan wyszarpnął miecz i przyłożył go do gardła Weillschmidta.
- Słuchaj no braciszku… Jeszcze raz zaczniesz nabijać się z mojej żony, to nie odpuszczę ci tak łatwo… - odpowiedział tym samym słodkim głosem, cofając broń. – A teraz łaskawie wstań, i rób co ci się żywnie podoba, tylko od Ulryki wara…
Gilbert pokiwał przestraszony głową, po czym wstał i odszedł jak niepyszny (jeszcze ukradkiem od Laury po łbie dostał xD). Ogółem to było nawet fajnie tylko znowu mnie tak urżnęli tą wódką (już nie pamiętam kto), że mi się taśma urwała, a na rano straszny kac >.<".
____________________
Wpis by: Suzan
Pomysł zawdzięczacie Ulryce ;) spisane przeze mnie ^^ autorki życzą miłego wieczoru :P