Kłaniać mi się nędzne królewny! Jam jest Danusia Jurandówna! Ot co!
15 II 1407
Kochany Pamiętniczku!
Po dwóch dniach w końcu wyruszyliśmy do tego pałacu carskiego i dojechaliśmy dopiero na drugi dzień. Niektórych już ta podróż (jak na przykład Ulryka) zaczęła denerwować (od jakiegoś tygodnia pomijając tamtą przerwę w czasie zamieci jesteśmy w siodle, a on ani myśli odpocząć na wozie. Ja się dziwię że on nie ma zakwasów o.O”). Nie powiem zaczęło mi się cholernie nudzić. No i z tej nudy mi odpieprzyło i znowu wsiadłam na konia (pragnę zaznaczyć iż ostatnia moja „przejażdżka” skończyła się wylądowaniem w śnieżnej zaspie --)
Wjechaliśmy na jakiś gościniec, a potem przez las traktem kupieckim. Nagle Laura podjechała do Amandy i zaczęła jej coś szeptać. Po chwili zaczęły się cicho śmiać. Siostrzyczka podjechała do najbliższego drzewa i zebrała trochę śniegu z gałęzi. Na moje zaskoczone spojrzenie zareagowała tylko wrednym uśmieszkiem po czym przyłożyła palec do ust i podjechała z powrotem do Amandy. Odwróciłam się i poprawiłam wodze wplątane w grzywę mojego kasztana (rude = wredne -.-). Nagle obok mojego ucha przeleciała śnieżka i trafiła prosto w kark zamyślonego Ulryka jadącego na przedzie powolnym stępem wpatrując się białą grzywę Zuzanny. Dało się słyszeć tylko dobitne przekleństwo po czym zdezorientowana klacz przegalopowała kilka metrów w przód. Siostrzyczki starały się przyhamować wybuch śmiechu.
- Która to taka mądra?! – warknął wściekły wyjmując śnieg (który mu chyba nawet za szatę wleciał xD) zza kołnierza.
Laura i Amanda opanowały się i spojrzały na mnie z wrednym uśmiechem. Ledwo załapałam o co chodzi a już poczułam trochę piekący ból i masę śniegu na twarzy.
- Bardzo, kuźwa, śmieszne… - mruknął ironicznie otrzepując płaszcz.
Siostrzyczki spojrzały na mnie z uśmiechem satysfakcji. Nie był na długo spokój bo po chwili z impetem na głowie Ulryka wylądowała kolejna śnieżka.
- Danuśka dzieciaku jeden! – zawołał zawracając konia i masując obolałą głowę.
Ale w tym momencie Laura nie wytrzymała i zaczęła się śmiać jak opętana.
- Chyba trochę za mocno rzuciłaś – wykrztusiła do Amandy.
- Albo ty zrobiłaś za twardą…
Ulryk z początku nie załapał, ale po chwili jednak go olśniło, przegalopował obok Laury i strzepnął na nią cały śnieg z gałęzi. Zaraz też dostał prosto w twarz ze śnieżki od Ulryki jadącej trochę z tyłu z Ivanem. No i się zaczęło tzw. „szaleństwo zimowe”. Laura przejechała galopem obok Ulryka, zwalając się prosto na niego i zrzucając go z siodła. Po chwili też zaczęła go nacierać dopóki ten nie zepchnął jej z siebie. Potem to już wszyscy zaczęli się obrzucać śniegiem, nacierać i rzucać śnieżkami (ja oberwałam oczywiście najwięcej zaraz po Ulryku =.=”) po czym wszyscy przemoczeni ze śniegiem za koszulami dojechaliśmy do pałacu cara. Muszę ci powiedzieć pamiętniczku że strasznie wygodne łóżka tutaj mają. Po chwili zeszliśmy na ucztę i ja chyba trochę przesadziłam z wódką, albo raczej w ogóle z alkoholami (kurna niepotrzebnie je mieszałam o.O” wino sobie mogłam podarować). Byłam taka padnięta że ledwo doszłam do komnaty. Obudziłam się w nocy. No i do tego było mi piekielnie niedobrze. Wywlokłam się z łóżka i wyszłam z komnaty. Było mi tak niedobrze że myślałam że nie wytrzymam a do tego strasznie kręciło mi się w głowie. Nagle potknęłam się i wyrżnęłam o stopień robiąc trochę rumoru.
- Booooliiii! – jęknęłam cicho leżąc na ziemi i jęcząc z powodu niesamowitego bólu brzucha.
Na moje szczęście przechodził tędy Ulryk.
- Danuśka? – zapytał tylko stając nade mną.
- Tak ja… idź spać… nic mi nie jest… - wydusiłam starając się wstać.
- To ma się nazywać „nic”?
- Idź… już…
Ale w odpowiedzi on mnie podniósł (masa wspomnień). Chciałam coś powiedzieć, ale jakoś nie miałam sił.
- Cholera… Z ciebie to jest naprawdę idiotka… Po kiego czorta tyle piłaś?!
Dalej już nie pamiętam co się działo. Obudziłam się w jakiejś obcej komnacie. Przetarłam oczy i uniosłam się powoli. Nagle drzwi cicho się otworzyły i do komnaty wszedł nie kto inny jak Ulryk.
- Nie śpisz już? Masz wodę… - to mówiąc postawił na stoliku nocnym szklankę.
- Dzięki… - mruknęłam upijając trochę.
- Jak na razie powinnaś się tym zadowolić… - odpowiedział stając przy oknie. – po tym jak wczoraj o mało co nie zwymiotowałaś własnego żołądka…
Odstawiłam szklankę i spojrzałam na niego dziwnie.
- Przepraszam… Obrzydziłam ci wyjazd i zajęłam łóżko…
- Nie tłumacz się… nie widziałaś… - tutaj na małą chwilę przerwał jak by nad czymś myślał. - Feli po wódce… ta to dopiero rzygała… mogłem zobaczyć jej menu z całego weekendu…
- Amanda wie że tu jestem?
Ulryk spojrzał na mnie głupio.
- Jak by wiedziała nie rozmawiałbym raczej teraz z tobą… Albo przynajmniej nie tu… Tak to kuźwa jest jak chce się dobrze, a inni od razu nie wiadomo co sobie wyobrażają…
Spojrzałam pytająco to na niego to na szklankę wody. On tylko wzruszył ramionami, po czym upił trochę wina, które miał na stoliku nocnym a resztę wylał za okno. Dało się słyszeć tylko dobitne „kurrrwa!” i wiązankę rosyjskich przekleństw.
Ulryk po chwili wyszedł. Ja się przebrałam i zeszłam na śniadanie. W sobotę wesele, ale ja już kurna wódki do ust nie wezmę! Koniec z piciem!
No więc pardon za tą wieeeelką przerwę, ale ja nie miałam dostępu do neta, a koleżanka Ulryka nie miała specjalnie czasu. Pozwoliłam sobie zapożyczyć sytuacje z nocnymi kłopotami z jednego ficka Hetalii
Zuzanna v. J. i Ulryka życzą dobrej nocy ^^
Było tutaj 5104 przeciętnych mieszczan, którzy Danusię mówiąc najdosadniej olali -.- (oj Danusia to sobie zapamięta...) Ale znalazło się 13 krzyżaków, którzy za nią oczami wodzili i nabazgrali swoje trzy grosze w pamiętniczku ^^.